Autor: admin
Pyrland nadal imponuje
Dobry mecz z pięknymi golami zafundowali piłkarze Pyrlandu Park Linowy i FlexLinku. Lepsi byli ci pierwsi i to oni są coraz bliżej uzyskania prawa gry w drugiej części Zimowej Edycji Ligi BSA w grupie mistrzowskiej.
W grupie H3 jest sześć zespołów i już teraz widać, że zmagania o pierwsze dwie lokaty będą bardzo ciekawe. FlexLink i Pyrland nie doznały do czwartku porażki, więc tym bardziej spotkanie zapowiadało się ciekawie. Jako pierwsi do ofensywy ruszyli gracze FlexLinku, stworzyli ciekawą sytuację przed bramką rywali, ale Wojciech Kwiatek nie trafił czysto w piłkę. Pyrland odpowiedział dwoma zabójczymi akcjami w 4. minucie, gdy Filip Nowak zagrywał najpierw z głębi pola do Dawida Nowaka, a później przed bramkę do Łukasza Lewandowskiego. FlexLink szybkim golem kontaktowym dodał sobie animuszu – znów ruszył odważniej do ataku.

Mecz był bardzo szybki, akcje przenosiły się z jednej strony na drugą, a FlexLink miał dość sporo okazji by co najmniej wyrównać. Trzykrotnie jego gracze atakując od lewej strony wychodzili sam na sam z bramkarzem Kwiatkiem. Ten jednak świetnie ruszał do przodu i nie zostawiał zbyt wiele miejsca do strzału – odbijał piłkę.
Bohaterem tego spotkania był Filip Nowak. Zanotował trzy asysty i zdobył trzy efektowne bramki z dystansu – jedna była piękniejsza od drugiej. Najpierw huknął o poprzeczkę – bramkarz FlexLinku nawet nie zareagował. To był gol na 3:1, na który rywale szybko odpowiedzieli akcją zakończoną… samobójczym uderzeniem Łukasza Lewandowskiego. Kolejne dwa gole Filip Nowak strzelił w drugiej połowie – też uderzeniami z 11-12 metrów, a po drugim piłka odbiła się od słupka.
FlexLink ambitnie walczył, choć w 17. minucie przegrywał już 2:5. Zdobył jednak bramkę kontaktową jeszcze przed końcem pierwszej połowy, po niezłym rajdzie Dawida Radzickiego, a w drugiej połowie nie odpuszczał. Co z tego, skoro rywale prezentowali naprawdę niezły futbol. Skutecznością imponował Łukasz Lewandowski, a w obronie piłkarze Pyrlandu skupili się na blokowaniu uderzeń rywali z dystansu. Dopiero na minutę przed końcem meczu Pyrlandowi przytrafił się błąd, po którym FlexLink w końcu zdobył czwartą bramkę. Więcej błędów faworyta już nie było.
Pyrland Park Linowy – FlexLink 9:4 (5:3)
1:0 Dawid Nowak (4. minuta, asysta: Filip Nowak)
2:0 Łukasz Lewandowski (4. minuta, asysta: Filip Nowak)
2:1 Alan Markowski (6. minuta, asysta: Dawid Radzicki)
3:1 Filip Nowak (12. minuta)
3:2 Łukasz Lewandowski (12. minuta, samobój)
4:2 Michał Dolata (16. minuta)
5:2 Łukasz Lewandowski (17. minuta, asysta: Michał Dolata)
5:3 Dawid Radzicki (19. minuta, asysta: Sławomir Osek)
6:3 Łukasz Lewandowski (24. minuta, asysta: Filip Nowak)
7:3 Łukasz Lewandowski (27. minuta, asysta: Błażej Bębel)
8:3 Filip Nowak (33. minuta, asysta: Dawid Nowak)
8:4 Tomasz Kałużny (39. minuta, asysta: Rafał Jakubowski)
9:4 Filip Nowak (40. minuta)
Pyrland Park Linowy: Wojciech Kwiatek – Michał Dolata, Łukasz Lewandowski, Błażej Bębel, Dawid Nowak, Filip Nowak, Oskar Ruciński, Radosław Grzybowski.
FlexLink: Sebastian Roszyk – Dawid Radzicki, Rafał Jakubowski, Tomasz Kałużny, Tomasz Świątek, Sławomir Osek, Alan Markowski, Karol Siejak.
[rl_gallery id=”671″]
Strzelanina Inline Poland i Eurocashu
Inline Poland i Eurocash swoje pierwsze spotkania przegrały dwucyfrowo. W ich bezpośrednim starciu też padł wynik dwucyfrowy, ale po spotkaniu prawo do zadowolenia mogły mieć obie ekipy.
A to dlatego, że piłkarzom Inline Poland udało się zdobyć aż cztery bramki, czyli o trzy więcej niż w dwóch pierwszych starciach razem wziętych. O trzeba przyznać, że były to gole bardzo efektowne – albo po świetnych akcjach, albo też po ładnych uderzeniach z dystansu. Problem w tym, że Eurocash dużo łatwiej dochodził do pozycji strzeleckich i zwłaszcza w końcowej fazie spotkania co chwilę niepokoił bramkarza Grzegorza Sierżanta.

Eurocash bardzo szybko zdobył dwie bramki, po akcjach „weteranów” w rozgrywkach BSA Łukasza Kurasiaka i Mikołaja Paucha, ale dość nieoczekiwanie w 9. minucie po kontrze precyzyjnym strzałem przy bliższym słupku z około 10 metrów popisał się Piotr Kaczmarek. Chwilę wcześniej Eurocash miał kilka znakomitych okazji, a tu jeden atak rywali sprawił, że wynik zrobił się kontaktowy. Mało tego, choć Eurocash szybko podwyższył na 3:1, to Inline też coraz częściej odważnie atakował. Odrobiny szczęścia zabrakło m.in. Mateuszowi Kozyrze. Gdy po przechwycie piłki Pauch podwyższył na 4:1, w szeregi Eurocashu znów wkradło się trochę nonszalancji. Na tyle dużo, że gola strzelił dla Inline Poland Kozyra, a po chwili ten sam zawodnik znalazł się sam przed bramkarzem Brenczem. Wracający rywal wygarnął mu jednak piłkę spod nóg. – Krzyczcie, że ktoś jest z tyłu – wołał zawodnik Inline do swoich kolegów. A zamiast 4:3, szybko zrobiło się 5:2, a przed końcem pierwszej połowie – 6:2.
Po przerwie Inline nadal odgryzał się rywalom, ale tylko przez 10 minut. W 29. minucie było 8:4 dla Eurocashu, a żółtą kartką ukarany został Dawid Nawracała. Inline miał więc szansę na zmniejszenie strat, ale zamiast tego w ostatnich sekundach gry w polu czterech na trzech stracił gola. A Eurocash poszedł za ciosem i w końcówce znacznie podwyższył swoje prowadzenie, w czym znów duży udział miał duet Kurasiak – Pauch.
Eurocash – Inline Poland 13:4 (6:2)
1:0 Mikołaj Pauch (2. minuta, asysta: Łukasz Kurasiak)
2:0 Krzysztof Arlik (4. minuta, asysta: Mikołaj Pauch)
2:1 Piotr Kaczmarek (9. minuta, asysta: Adam Kaczmarek)
3:1 Łukasz Kurasiak (10. minuta)
4:1 Mikołaj Pauch (17. minuta)
4:2 Mateusz Kozyra (18. minuta, asysta: Piotr Kaczmarek)
5:2 Łukasz Kurasiak (18. minuta, asysta: Mikołaj Pauch)
6:2 Krzysztof Arlik (20. minuta, asysta: Mateusz Śpiączka)
7:2 Łukasz Kurasiak (22. minuta, asysta: Mikołaj Pauch)
7:3 Krzysztof Kaczmarek (26. minuta, asysta: Mateusz Kozyra)
8:3 Mikołaj Pauch (27. minuta)
8:4 Krzysztof Kaczmarek (28. minuta)
9:4 Łukasz Kurasiak (31. minuta, asysta: Tomasz Brencz)
10:4 Krzysztof Arlik (33. minuta)
11:4 Łukasz Kurasiak (35. minuta, asysta: Tomasz Brencz)
12:4 Mikołaj Pauch (35. minuta)
13:4 Mikołaj Pauch (36. minuta)
Eurocash: Tomasz Brencz – Mikołaj Pauch, Łukasz Kurasiak, Dawid Nawracała ŻK, Mateusz Śpiączka, Krzysztof Arlik.
Inline Poland: Grzegorz Sierżant – Henryk Adamczak, Piotr Kaczmarek, Krzysztfo Kaczmarek, Adam Kaczmarek, Mateusz Kozyra.
[rl_gallery id=”609″]
Ambitna pogoń PwC
OSTC miało mecz z PwC pod kontrolą, a przez nieuważną grę w końcówce omal nie straciło zwycięstwo. Ambitni rywale, choć grali bez zmienników, zbliżyli się na jedną bramkę, ale ostatecznie przegrali 4:6.
Obie drużyny walczyły o pierwsze punkty, które mogą mieć istotne znaczenie w bardzo ciekawej grupie H1. Od bardzo mocnego uderzenie rozpoczął to spotkanie zespół OSTC, bo już w pierwszej minucie Bartosz Jezierski pokonał Roberta Suszczyńskiego. PwC szybko chciało odpowiedzieć, i choć najpierw Szymon Nowicki trafił piłką w poprzeczkę, to już po chwili strzał z dystansu w wykonaniu Jana Bienkiewicza zupełnie zaskoczył bramkarza Filipa Dubila – piłka przeleciała mu między nogami.

Oba zespoły grały dość żwawo, co dawało powody do zastanowienia, czy PwC będzie w stanie wytrzymać tempo meczu. Oni bowiem nie mieli choćby jednego zmiennika, a rywale – dwóch. Jak się okazało, w tym spotkaniu nie miało to większego znaczenia. Gdy jednak PwC starało się odważniej atakować, popełniało błędy w obronie. To z kolei odbiło się na wyniku. Najpierw bowiem po kontrataku bramkę zdobył Dawid Pielak, a po chwili znakomitym uderzeniem po zagraniu z autu popisał się Mateusz Krysiak.
O dziwo, prowadząc dwoma bramkami OSTC bardziej skupiło się na obronie, zamiast „podmęczyć rywali” wyższym pressingiem. To PwC było bliżej strzelenia gola, ale uderzenia Karola Mielcarka czy Jana Bienkiewicza nie znajdowały drogi do siatki. Z kolei idealnie wyprowadzona kontra Mielcarka z Szymonem Nowickim zakończyła się niecelnym uderzeniem tego ostatniego z czterech metrów.
OSTC za to odpowiedziało jednym atakiem – w 18. minucie. I skutecznym, bo Marcin Gembicki wykorzystał świetne podanie Dawida Pielaka.
W drugiej połowie nadal przeważał zespół PwC, ale tym razem te odważne ataki zaczęły dawać efekty. W 25. minucie po przechwycie Karol Mielcarek trafił na 2:4. I choć Marcin Gembicki znów dał OSTC trzybramkową zaliczkę, to w końcówce zrobiła się bardzo ciekawa. Dwie bramki zdobył bowiem Mielcarek, a po tej drugiej, gdy było 4:5, do końca meczu zostały nieco ponad dwie minuty. Remis mógł stać się faktem na minutę przed końcem meczu – kolejne uderzenie Mielcarka, z rykoszetem od nogi rywala, powinno było zaskoczyć bramkarza Filipa Dubika. Golkiper OSTC świetnie jednak zareagował i wyciągniętą nogą zbił piłkę na rzut rożny. W ostatniej akcji tego spotkania najlepszy na boisku Mateusz Krysiak z OSTC ustalił wynik na 6:4.
OSTC – PwC 6:4 (4:1)
1:0 Bartosz Jezierski (1. minuta, asysta: Mateusz Krysiak)
1:1 Jan Bienkiewicz (2. minuta)
2:1 Dawid Pielak (10. minuta, asysta: Bartosz Jezierski)
3:1 Mateusz Krysiak (12. minuta, asysta: Wojciech Gembicki)
4:1 Marcin Gembicki (18. minuta, asysta: Dawid Pielak)
4:2 Karol Mielcarek (25. minuta, asysta: Jan Bienkiewicz)
5:2 Marcin Gembicki (31. minuta)
5:3 Karol Mielcarek (36. minuta, asysta: Robert Suszczyński)
5:4 Karol Mielcarek (38. minuta, asysta: Krzysztof Wiśniewski)
6:4 Mateusz Krysiak (40. minuta)
OSTC: Filip Dubil – Marcin Gembicki, Stanisław Piszczoła, Mateusz Krysiak, Dawid Pielak, Wojciech Gembicki, Bartosz Jezierski.
PwC: Robert Suszczyński – Szymon Nowicki, Krzysztof Wiśniewski, Karol Mielcarek, Jan Bienkiewicz.
[rl_gallery id=”567″]
Moc EY
Świetny mecz EY na starcie Zimowej Edycji Ligi BSA! Wygrana 5:2 z Logitechem była trochę zaskakująca, aczkolwiek zasłużona.
Logitech to teoretycznie nowy zespół w rozgrywkach BSA, ale trzon tego zespołu stanowią piłkarze, którzy blisko dekadę temu regularnie wygrywali zmagania pod szyldem Media Marktu. Tym razem trafili na świetnie przygotowanego rywala, szczególnie w organizacji gry defensywnej.

Przez pierwszy kwadrans przebiegał pod znakiem dość ostrożnej gry z obu stron, ale nieco lepiej wyglądały ataki Logitechu. Nie kończyły się jednak celnymi strzałami. W bramkę trafił za to po drugiej stronie boiska Michał Potrawiak, ale też i w bramkarza rywali Jarosława Wawrowa. Dobitka zaś była niecelna.
W 15. minucie, po rzucie rożnym, piłkę dostał Łukasz Szymanowski i nie zdecydował się na odegranie do kolegi, ale dość zaskakujący atak w poprzek boiska. Zakończył go uderzeniem pod poprzeczkę bramki trochę zaskoczonego Bogusza Ochockiego. Odpowiedź była jednak bardzo szybka – po niezłym podaniu Dawida Kurowskiego Łukasz Biernacki przyjął piłkę na klatkę piersiową, a później z woleja trafił na 1:1. – Z jakim spokojem to zrobił – podziwiali koledzy. Zapewne wynik 1:1 oddawałby to, co działo się w pierwszej połowie, ale tę część gry udanie zakończyła ekipa EY. O takich golach mówi się właśnie, że są „do szatni”, choć tu przecież nikt w przerwie do szatni nie schodzi. Michał Potrawiak uderzył spod bocznej linii boiska, w bardzo trudnej sytuacji, a jednak zaskoczył Jarosława Wawrowa.
Po przerwie Logitech atakował zdecydowanie odważniej, często ryzykując. Tyle że nie przekładało to się na sytuacje – Bogusz Ochocki nie miał zbyt wiele pracy. Za to po drugiej stronie boiska Łukasz Biernacki wykończył kontratak (na 3:1), a w 31. i 32. minucie Piotr Kowalak oraz Michał Potrawiak rozstrzygnęli losy meczu. Logitech, nawet gdy wyprowadzał podobne kontry, to nie finalizował ich uderzeniami, jak choćby w przypadku ataku Piotra Borkowskiego i Tadeusza Targoszyńskiego przeciwko jednemu rywalowi. Dwukrotnie gracze EY trafiali jeszcze w słupki bramki rywali, aż wreszcie w samej końcówce Borkowski zdobył drugą bramkę dla EY.
EY – Logitech 5:2 (2:1)
0:1 Łukasz Szymanowski (15. minuta)
1:1 Łukasz Biernacki (18. minuta, asysta: Dawid Kurowski)
2:1 Michał Potrawiak (20. minuta)
3:1 Łukasz Biernacki (26. minuta, asysta: Piotr Kowalak)
4:1 Piotr Kowalak (31. minuta, asysta: Jakub Owczarek)
5:1 Michał Potrawiak (32. minuta, asysta: Jakub Owczarek)
5:2 Piotr Borkowski (39. minuta, asysta: Wojciech Błażejczak)
EY: Bogusz Ochocki – Edward Gorący, Michał Potrawiak, Łukasz Biernacki, Mateusz Andrzejczak, Dawid Kurowski, Piotr Kowalak, Jakub Owczarek, Kacper Białkowski.
Logitech: Jarosław Wawrów – Maciej Maciejewski, Łukasz Szymanowski, Arkadiusz Winczo, Tadeusz Targoszyński, Piotr Borkowski, Wojciech Błażejczak.
[rl_gallery id=”542″]
Dwie podobne połowy, Roti-Ten ma trzy punkty
Choć wynik na to nie wskazuje, to mecz z debiutującym w Lidze BSA zespołem AZzardo FC był dla Roti-Ten ciężką przeprawą. Faworyt wygrał jednak 6:1.
Roti-Ten to jeden z głównych kandydatów do wygrania Zimowej Edycji Ligi BSA, zaś dla AZzardo FC spotkanie to było pierwszą próbą w halowych rozgrywkach BSA. I trzeba przyzxnać, że debiutant spisał się bardzo dobrze, nie bał się rywala, a wygraną Roti-Ten zapewnił duet Tomasz Wawrzyniak-Michał Jaśkowiak. Obaj ustrzelili po hat-tricku, a Wawrzyniak dodał jeszcze trzy asytsy. Inaczej mówiąc – miał udział przy wszystkich golach drużyny.
To właśnie Roti-Ten jako pierwsze stworzyło sytuację pod bramką Dawida Czarneckiego – Michał Jaśkowiak z bliska fatalnie jednak spudłował. AZzardo starało się odpowiedzieć uderzeniem Grzegorza Kowalskiego, ale na posterunku był Maciej Lubczyński. Bramka dla AZzardo padła w dość zaskakujący sposób – Artur Chmiel źle podał piłką przed swoim polem karnym, a Piotr Białas skorzystał z prezentu i mocnym strzałem przy słupku nie dał szans Lubczyńskiemu. Mało tego – Azzardo miało nawet kolejną okazję na podwyższenie wyniku. I chyba tak bardzo skupiło się na ataku, że samo pozwoliło rywalom na próby kontrowania.
Roti-Ten dochodziło do pozycji strzeleckich albo po dwóch-trzech podaniach z „pierwszej piłki”, albo też po dalekich zagraniach na wolne pole. Dwie świetne okazje zmarnował Maciej Krysztofiak, jedną Artur Chmiel. Wreszcie w 12. minucie po akcji AZzardo Roti-Ten wyprowadziło piękną kontrę, w której kluczowe było podanie tzw. podcinką Tomasza Wawrzyniaka, a później sprint i udane wykończenie przez Michała Jaśkowiaka. Roti-Ten poszło za ciosem i trochę zagubionych rywali pognębiło dwoma kolejnymi golami. Ze strony AZzardo szansę na kontaktową bramkę miał przed przerwą Grzegorz Kowalski, ale jego uderzenie trafiło w słupek. W odpowiedzi Roti-Ten znów skontrowało i po raz trzeci w tym meczu Krysztofiak chwycił się za głowę – tym razme jego uderzenie zostało wyblokowane na linii bramkowej.
W drugiej połowie to AZzardo atakowało, gra toczyła się głównie na połowie Roti-Ten, które cofnięte starało się nie dopuszczać rywali do strzałów. Była to taktyka całkiem skuteczna, bo jedynie w 30. minucie Piotrowi Białasowi udało się stworzyć okazję bramkową. Świetnym refleksem popisał się wówczas bramkarz Lubczyński.
Później zaś wypadki potoczyły się tak jak w pierwszej połowie – wtedy bramki dla Roti-Ten padły w 12., 13. i 15. minucie, teraz zaś w 11., 12. i 16. minucie Kontrataki były zabójcze, a duet Wawrzyniak – Jaśkowiak miał dużo swobody. Mimo to AZzardo walczyło o kolejne trafienia, zamiast skupiać się na obronie. W słupek piłkę posłał jeszcze Łukasz Pałaszewski, a w samej końcówce Maciej Lubczyński w nieprawdopodobny sposób obronił strzał Mateusza Bartnickiego, a później dobitkę Marka Kozłowicza.
AZzardo FC – Roti-Ten 1:6 (1:3)
1:0 Piotr Białas (6. minuta)
1:1 Michał Jaśkowiak (12. minuta, asysta: Tomasz Wawrzyniak)
1:2 Tomasz Wawrzyniak (13. minuta, asysta: Piotr Walczak)
1:3 Tomasz Wawrzyniak (15. minuta)
1:4 Michał Jaśkowiak (31. minuta, asysta: Tomasz Wawrzyniak)
1:5 Michał Jaśkowiak (32. minuta, asysta: Tomasz Wawrzyniak)
1:6 Tomasz Wawrzyniak (36. minuta, asysta: Michał Jaśkowiak)
Azzardo: Dawid Czarnecki – Marek Kozłowicz, Adam Ciepłuch, Łukasz Pałaszewski, Piotr Białas, Mateusz Bartnicki, Grzegorz Kowalski.
Roti-Ten: Maciej Lubczyński – Piotr Walczak, Artur Chmiel, Maciej Krysztofiak, Tomasz Wawrzyniak, Michał Jaśkowiak.
Turniej Branży Logistycznej


Turniej Mikołajkowy
Każdego roku w grudniu organizujemy Świateczny Turniej Mikołajkowy w Halowej Piłce Nożnej. Zachęcamy do zgłaszania.
Liga Firm BSA
BSA jest firmą zajmującą się organizacją imprez rekreacyjnych dla pracowników wielkopolskich firm. Istniejemy w Poznaniu od stycznia 1995 roku. Jesteśmy pierwszą firmą w Poznaniu, która zorganizowała amatorską ligę firm w piłkę nożną, koszykówkę i siatkówkę. W 2005 roku do Ligi BSA dołączyła kolejna dyscyplina – bowling. Nasza firma jako jedyna w Polsce organizuje profesjonalne rozgrywki ligowe dla firm w czterech dyscyplinach.
Stawiamy na: Zabawę, Sport, Radość, Wypoczynek
Amatorska Liga BSA to systematyczne uprawianie sportu i dbałość o własną kondycję. Całej Lidze oprócz czysto sportowej rywalizacji towarzyszy profesjonalna obsługa meczów, codzienny serwis informacyjny oraz doświadczona kadra sędziowska. Uczestnictwo w Lidze BSA daje także możliwość integracji pracowników firmy oraz pozwala nawiązać wiele nowych kontaktów z przedstawicielami innych przedsiębiorstw.
Jesteśmy jedyną prawdziwie amatorską ligą w Poznaniu
Przepisy gry oraz regulamin rozgrywek nie zezwalają na uczestnictwo w Lidze BSA osób czynnie związanych ze sportem. Drużyny grają w ligach odpowiadających ich poziomowi sportowemu, a tym samym rywalizują z zespołami prezentującymi podobne umiejętności.
Liga BSA to: profesjonalna organizacja i obsługa meczów
Mecze rozgrywane są od poniedziałku do piątku w godzinach wieczornych. Terminarz spotkań opracowywany jest z wielotygodniowym wyprzedzeniem i uwzględnia terminy wyjazdów służbowych. W sytuacjach wyjątkowych istnieje możliwość przełożenia meczu. Spotkania prowadzone są przez profesjonalną kadrę sędziowską. Dodatkowa obsługa meczu dba o zapewnienie napojów dla uczestników, prowadzenie protokołu i czuwa nad sprawną organizacją przebiegu meczów. Przed Ligą każda drużyna rozgrywa mecz sparingowy w tygodniu treningowym. Kapitanowie drużyn na bieżąco otrzymują aktualne tabele i wyniki z przebiegu rywalizacji pocztą e-mail. Współpracujące z BSA media publikują wszystkie wyniki, statystyki i tabele raz w tygodniu w wiadomościach o sporcie amatorskim
Polecamy:
Liga Piłki Nożnej Na Powietrzu
Serdecznie zapraszamy do udziału w naszych Ligach
Artur Ujmowicz, Maciej Murzynowski.
XVII Mistrzostwa Banków i Instytucji Finansowych
Zapraszamy do udziały w XVII Mistrzostwach Banków i Instytucji Finansowych

Wszystko już jasne – EY na podium
To jednak zespół EY, a nie Fachowiec, wywalczył trzecie miejsce w piłkarskiej halowej grupie B. Zadecydowało o tym bezpośrednie starcie tych drużyn, wygrane przez EY 6:4.
Fachowiec miał bardzo dobrą końcówkę Jesiennej Edycji Ligi BSA i niewiele brakowało, a poważnie włączyłby się do rywalizacji o końcowy triumf w grupie B. Nieznaczna przegrana z Arką Strong sprawiła jednak, że w ostatnim pojedynku walczył tylko o zachowanie miejsca na podium. Tylko i aż, bo trzecia lokata dla drużyny, która w pierwszej fazie tej edycji przegrała wszystkie spotkania i tak byłaby sukcesem.
EY za to grał jesienią nierówno. Mecze świetne, jak ten zwycięski z Dek-Polem, przeplatał ze słabszymi – w efekcie musiał więc walczyć w grupie B. I tu jednak przytrafiła się wpadka z PwC. Ewentualna wygrana z Fachowcem mogła więc dać trzecią lokatę i nieco osłodzić cały sezon.
Pierwszy kwadrans tego spotkania nie był jednak zbyt żywy. Obie drużyny dość szybko zdobyły co prawda po bramce, ale później akcje były prowadzone w trochę ospałym tempie. Nieco lepiej prezentował się Fachowiec, choć najlepszą okazję na drugą bramkę miał Marcin Lesiński z EY, który w sytuacji sam na sam z bramkarzem rywali nie trafił w bramkę. Trafił za to Radosław Ochnio z EY – i to mimo asysty dwóch graczy EY. Mało tego, to raczej Fachowiec sprawiał wrażenie, jakby kontrolował mecz. Aż do 14. minuty…
Wtedy właśnie pięknym strzałem pod poprzeczkę bramki Pawła Sarbaka popisał się Dawid Kurowski z EY. Gdzieś w tym momencie posypała się defensywa Fachowca – proste błędy w kryciu sprawiły, że rywale z EY co chwilę mieli pozycje strzeleckie. Kurowski przed przerwą trafił jeszcze raz, a dwa gole dodał Mateusz Andrzejczak. Było więc 5:2 dla EY i wydawało się, że losy trzeciej lokaty w lidze są rozstrzygnięte.
Tymczasem po zmianie stron Radosław Ochnio z Fachowca dość szybko dał sygnał, że nie wszystko jeszcze stracone. Jego ładny strzał głową obronił jednak Bogusz Ochocki. Bramkarz EY został jednak zaskoczony przez swojego kolegę z drużyny Michała Golmanowskiego, zaś kilkadziesiąt sekund później Maciej Stachowiak uzyskał kontaktowe trafienie. I to Fachowiec był cały czas w natarciu! Ochocki obronił strzał Ochnio, zaś dobijający z ostrego kąta Stachowiak trafił w zewnętrzną część słupka. Szansę miał też Bartosz Sieniawski, ale znów dobrze spisał się bramkarz EY. Jego koledzy z pola byli trochę zagubieni, a swoją szansę dostali dopiero w 32. minucie. Mateusz Andrzejczak pomylił się w idealnej sytuacji, stojąc trzy metry pod bramkę. Wielkiej rozpaczy w EY jednak nie było, bo dwie minuty później Dawid Kurowski po akcji Michała Golmanowskiego zdobył ważną bramkę na 6:4.
Fachowiec nie wykorzystał szansy na odrobienie część strat grając przez dwie minuty w przewadze, a chyba ostatecznie szanse na remis upadły w 38. minucie, gdy piękny strzał Macieja Stachowiaka po raz drugi wylądował na słupku.
EY – Fachowiec 6:4 (5:2)
0:1 Radosław Ochnio (3. minuta, asysta: Jakub Luks)
1:1 Łukasz Biernacki (3. minuta, asysta: Dawid Kurowski)
1:2 Radosław Ochnio (8. minuta)
2:2 Dawid Kurowski (14. minuta, asysta: Mateusz Andrzejczak)
3:2 Mateusz Andrzejczak (16. minuta, asysta: Łukasz Biernacki)
4:2 Dawid Kurowski (19. minuta)
5:2 Mateusz Andrzejczak (20. minuta, asysta: Marcin Lesiński)
5:3 Michał Golmanowski (24. minuta, samobójcza)
5:4 Maciej Stachowiak (25. minuta, asysta: Radosław Ochnio)
6:4 Dawid Kurowski (34. minuta, asysta: Michał Golmanowski)
EY: Bogusz Ochocki – Edward Gorący, Łukasz Biernacki, Marcin Lesiński, Mateusz Andrzejczak ŻK, Michał Golmanowski, Dawid Kurowski.
Fachowiec: Paweł Sarbak – Jakub Luks, Maciej Nawrot, Bartosz Sieniawski, Marcin Kwiatkowski, Radosław Ochnio, Maciej Stachowiak, Arkadiusz Dudka, Mateusz Szmyt.





































































